poniedziałek, 19 czerwca 2017

INSPIRATION BY STREET STYLE | A (LITTLE) BIT OF ME

Witajcie Kochani!
Nie do wiary, że ponad połowa czerwca jest już za nami! Ostatnio coraz częściej moją uwagę przykuwa refleksja dotycząca tego, jak prędko przemija mi czas. Nie mam pojęcia, czy to przywara funkcjonowania w XXI wieku, moja beznadziejna organizacja, czy może życie na „pełnych obrotach”. Jedno jest pewne – dwadzieścia cztery godziny to dla mnie zdecydowanie zbyt krótka doba. Zaś pierwsze kilka tygodni ówczesnego miesiąca nie zasługuje na miano moich dni ;) 
Na dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie, które dosyć trafnie obrazuje moje pełne sprzeczności usposobienie. Casualowy sweterek w klasyczne, granatowo-białe paski jako uniwersalna część garderoby, idealnie komponuje się z kontrowersyjną resztą. Nietuzinkowe spodnie (LINK-KLIK) o kroju „boyfriend jeans” charakteryzują się swobodnością, a złote szpilki (LINK-KLIK) szykiem i wyrafinowaniem. Bez dwóch zdań to modowy misz-masz, nie dla każdego. 

** UWAGA! Wyprzedzam Wasze pytania. Zdjęcia robione były na dniach i są doskonałym dowodem na to, jak nieregularnie przedstawia się pogoda w Polsce :P **
zdjęcia: Karolina Dzbanuszek

sweterek - VILA Clothes
spodnie - TUTAJ-LINK (dziękuję bardzo za każde kliknięcie!)
buty - Ryłko


Podoba Wam się moja dzisiejsza stylizacja? Co sądzicie o takim zestawieniu? 
Czy Waszym zdaniem stanowi ono odzwierciedlenie współczesnego street-style’u?

Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii i już oczekuję na komentarze :) Enjoy!

czwartek, 25 maja 2017

"Lancôme, La Vie Est Belle" | PERFUME REVIEW

Dzień dobry Wszystkim!
Na samym początku chciałabym nieco wytłumaczyć Wam moją ostatnią nieobecność. Czuję się winna Wam tego, gdyż spore grono, zauważyło, iż w minioną niedzielę, wbrew mojemu zwyczajowi – nie pojawiła się żadna nowa publikacja. W związku z czym, otrzymałam kilka przyjemnych wiadomości od Czytelników martwiących się o mój „blogerski los”. Kochani, dziękuję Wam za to! Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak ciepło na sercu mi było, kiedy musiałam zabrać się za odpowiadanie na Wasze komunikaty :D Cieszę się, że jesteście ze mną – wiedzcie, iż bez Was to miejsce nie miałoby sensu istnienia, a ja nie miałabym skąd czerpać motywacji do tworzenia! Tłumacząc zaś moją kilkunastodniową absencję, nie mam wiele do powiedzenia. Stanęłam przed jednym z powszechniejszych dylematów: „mało czasu, a multum obowiązków”… i jak (marnie) z tego wybrnęłam, to już sami się orientujecie ;)

I to by było na tyle tytułem wstępu! 

Mam nadzieję, że uda mi się Was zaskoczyć dzisiejszym wpisem, ponieważ będzie to coś, czego jeszcze w tym miejscu nie widzieliście. Treść niepowszednia, której raczej byście się nie spodziewali! A która liczę, że dobrze się przyjmie i zapoczątkuje tym samym nową serię na moim blogu.
Na myśli mam recenzję perfum. Od kilku lat interesuję się kosmetologią i wszelkimi urodowymi zagadnieniami. Z biegiem czasu ta pasja zaczęła rosnąć w siłę i zapoczątkowała rozwój nowego hobby, pochodnego do tej tematyki – zainteresowania perfumerią. Z racji zaś, że lubię dzielić się tym, co mnie zajmuje z innymi, skorzystam ze swoich praw i zaproszę Was na rzetelną recenzję wyjątkowego zapachu „Lancôme, La Vie Est Belle”

„La Vie Est Belle”, to wyrażenie zaczerpnięte z języka francuskiego, które w tłumaczeniu oznacza: życie jest piękne.
Hasłem przewodnim dla tego zapachu jest według producenta filozofia życia i szczęścia. 
  • Nuty głowy: czarna porzeczka, gruszka.
  • Nuty serca: irys, jaśmin, kwiat pomarańczy.
  • Nuty bazy: paczula, fasola tonka, wanilia, pralinka


W momencie, kiedy pierwszy raz natchnęłam się na te z pozoru niewinne i niczym nie wyróżniające się perfumy, doznałam olśnienia. Ich woń przeniosła mnie w inną rzeczywistość, ciesząc swoją niezwykle intensywną i zwracającą uwagę słodyczą. W tamtej chwili, po raz pierwszy udało mi się konkretnie określić mój zapachowy gust – skłaniający się ku perfumom o tzw. „bazie gourmand”. 
Z perspektywy czasu wiem, iż nie było to zwykłe zauroczenie. W zapachu rozkochałam się do tego stopnia, że na daną chwilę jest to mój absolutny pewniak! Spryskanie się tym aromatem wywołuje nie tylko euforię, ale też sprawia, że mój dzień już na samym początku staje się pogodniejszy. Otulona owocowo-kwiatową kombinacją czuję się niezależna, kobieca i intrygująca zarazem. Ba! Od razu przybywa mi wszelkich sił i chęci! Z tego też powodu, uważam, że w przypadku tych perfum filozofia producenta spełnia się w 100%. Są one skupione na idei piękna życia, oraz wolności inspirowanej radością i przyjemnością. W ciągu dnia godnie reprezentują swoją nosicielkę, dzięki nieustannej projekcji. Ich rozkwit na skórze jest na tyle dynamiczny, iż czujemy go godzinami. To zaś uczucie sprawia, że nabieram ochoty na więcej i czekam na to, czym dalej zaskoczy mnie mój perfum. Takie nuty nie są też obojętne dla otoczenia. Wręcz przeciwnie, zaczepiają je i na moment subtelnie otulają. 
To wszystko rzutuje zaś na moje niezwykle pozytywne odczucia związane z „Lancôme, La Vie Est Belle”. Jeżeli na co dzień jesteście ambitnymi i znającymi swoje cele kobietami, które w nienachalny sposób lubią się wyróżniać, a także otaczać oryginalnymi i nietuzinkowymi motywami – musicie poznać ten zapach! Oczarowujący sam w sobie i zmieniający koncepcję codzienności. Być może niekoniecznie przypadnie Wam do gustu, gdyż to swego rodzaju „ulepek”, ale na pewno długo będziecie o nim pamiętać.


Na koniec zaś pozostawiłam, coś dla tych Czytelników, którzy poszukają konkretów – a więc moją opinię zawartą w jednym zdaniu oraz zwięzłe i merytoryczne zestawienie + i -.

MOJA OPINIA: 
Jedyne w swoim rodzaju, czarujące i delikatnie adorujące, pozwalające poczuć niebanalną estetykę szczęścia! 

+ POZYTYWY:
  • nadzwyczajna woń, wyróżniająca się pośród innych perfum;
  • zaskakująca projekcja;
  • wysoka intensywność zapachu oraz jego trwałość;
  • tajemniczość, zmysłowość i kobiecość;
  • uniwersalność – „La Vie Est Belle” pachnie trafnie o każdej porze dnia i roku;

- NEGATYWY: 
Jako naczelnej fance zapachu, trudno odnaleźć mi jego jakąkolwiek negatywną cechę. Aby jednak recenzja zachowała swoją kompetentność, udało mi się wyszczególnić jeden istotny fakt, plasujący się na granicy „+/-” ;)
  • skrajność reakcji, które wywołują te perfumy – albo je pokochasz albo znienawidzisz; 


niedziela, 14 maja 2017

LITTLE POWDER DRESS

Witajcie moi Mili! Doczekaliśmy się! Nareszcie nastał maj jaki się lubi :) Pełen słońca, delikatnych podmuchów wiatru i stosunkowo wysokiej temperatury – nic, tylko celebrować tę przyjemną aurę poza czterema ścianami własnego lokum. Mam nadzieję, że podobnie jak ja, stęskniliście się za takimi warunkami i aktualnie czerpiecie z nich w pełni. Nie ukrywam, że jestem też ciekawa ilu z moich Czytelników ładowanych jest na tzw. „baterie słoneczne”. W sekrecie, przyznam się, iż mnie ta odnawialna energia służy w pełni! Co więcej, jest na tyle ujmująca, że ciężko skupić mi się na czymkolwiek innym ;)
A skoro już mowa o letniej pogodzie, to warto też zwrócić uwagę na fakt rozpoczynającego się sezonu „wielkich przyjęć”, takich jak chociażby wesela, czy komunie. Moją dzisiejszą stylizację dedykuję właśnie takim wyjątkowym okazjom. Skromna, odcinana w pasie sukienka, to wybór nieoczywisty. Wyróżnia się on przede wszystkim brakiem przepychu, rzutującym na prostą, ale jakże urokliwą formę. Łącząc ją ze statycznymi, czarnymi dodatkami zyskujemy szykowny i spójny strój. Taki, który będzie świetną propozycją, dla tych z Was, które cenią sobie prezentacjęale nie zależy im na zdobyciu pierwszego planu. Eleganckich Pań znających wartość swojej wewnętrznej kobiecości. 

zdjęcia: Karolina Dzbanuszek

sukienka - Sukienkowo.com
torebka - Dresslink.com
buty - Lasocki via CCC
naszyjnik - no name (prezent)