środa, 29 lipca 2015

CITY SET | BLACK&WHITE OOTD

Cześć, witajcie!
W końcu, gdy pogoda po kilku nieprzyjemnych dniach się w miarę ustabilizowała mogłam wykorzystać tę okazję i wybrać się na zdjęcia – nawet nie wiecie ile mi to przyniosło szczęścia i radości. Wydaję mi się, że w życiu każdej dziewczyny, która posiada bloga choć raz na jakiś czas występuje syndrom: „pozytywnej obowiązkowości”. Krótko tłumacząc to uczucie usilnej chęci dodania nowego wpisu, na przekór przeciwnościom. Mnie towarzyszy on ostatnio bez przerwy, zaś moment w którym publikuję na swojej stronie nowy tekst i zdjęcia przysparza mnie o wielki uśmiech na twarzy :)
Przed opisaniem w kilku słowach tego, co dla Was dziś przygotowałam chciałam też napomnieć, iż oprócz ewidentnego świra na punkcie blogosfery mam też obsesję na punkcie spotkań ze znajomymi. Może nie jestem idealną duszą towarzystwa i mam swoje wady (bądźmy szczerzy – każdy je posiada!), to uwielbiam spacerować i rozmawiać z bliskimi memu sercu osobami. Co może przynieść więcej endorfin i zadowolenia niż wspólny wypad z przyjaciółką na miasto i wykonanie sesji zdjęciowej? Oczywiście, że nic! :D Chociażby z tego powodu powinniśmy wstawać każdego dnia ciesząc się i doceniając to, jak wspaniałe osoby nas otaczają! Okłamałabym Was pisząc, że nie mam szczęścia do tego jakich ludzi spotykam na swojej drodze, bo tak po prostu nie jest – więc mogę chyba uznać, że jestem farciarą, przynajmniej w tej jednej kwestii :)
Dzisiejsze zestawienie dedykuję wszystkim osobom, które czują, iż miasto jest ich żywiołem i uwielbiają w nim przebywać. Proste połączenie klasycznej bieli i czerni jest idealnym rozwiązaniem na miejski set. Jeżeli zaś chcemy uniknąć monotonnego i przytłaczającego efektu tych dwóch kolorów, zróbmy coś na przekór! Zestawmy je w odwrotny sposób, niż jest to przez wielu przedstawiane i zapamiętane – góra czarna, dół biały ;) I z biało-czarnego, robi się czarno-biały. Co Wy na to?


W prostych zestawieniach to właśnie dodatki mają spore znaczenie, pamiętajcie o tym!
Ja postawiłam na złoty wisiorek, który pokazywałam Wam w poprzednim wpisie. Kupicie go TUTAJ.


U góry pisałam Wam o tym, jak ważną rolę w moim życiu odgrywają ludzie – w szczególności rodzina i przyjaciele. Nie byłabym więc sobą, gdybym nie podzieliła się z Wami zdjęciem z Julią! Moją najlepszą przyjaciółką – fantastyczne jest to, jak prędko znalazłyśmy ze sobą wspólny język i jak wiele nas połączyło. Rozumiemy się bez słów!

 zdjęcia: Karolina Dzbanuszek

bluzka - LovelyWholesale.com
spodnie - TUTAJ-LINK (dziękuję za każde kliknięcie!)
naszyjnik - Born Pretty Store
buty - CANNA 

niedziela, 26 lipca 2015

NEW IN #1 | JEWELLERY

Dzisiaj pierwszy post z serii „NEW IN” – wprowadzenie tego ciągu ma na celu urozmaicać całokształt bloga oraz pokazywać to, co ostatnio przybyło do mojej szeroko pojętej garderoby. Myślę, że to całkiem niezły pomysł, jednak z racji, że Wasze zdanie jest dla mnie bardzo ważne proszę, byście podzielili się ze mną swoją opinią w komentarzu :)


Muszę przyznać, że mimo, iż jestem minimalistką, okrojoną we wszelkich kwestiach, jako kobieta jestem też niemałą fanką biżuterii. Ostatnio najbardziej w oko wpadają mi wszelkie „bogate” naszyjniki. Okazałość, błysk i zdobienie – to cechy, które koniecznie musi spełniać wisior na który zwrócę uwagę.


Tego typu wykwintne kolie są świetnym rozwiązaniem dla osób takich jak ja, czyli chcących uatrakcyjnić zwyczajną stylizację jednym, ekskluzywnym elementem. Ich urok tkwi nie tylko w dekoracji jakiej nadają, ale także wielofunkcyjności – pasują one zarówno do codziennych zestawów, jak również tych okazjonalnych.


Ten przepiękny naszyjnik zdobył sobie już wielu fanów. Ja pokochałam go w chwili, gdy pierwszy raz ujrzałam, jak niebanalnie prezentuje się na szyi. Dzięki połączeniu kolorystycznemu fantastycznie komponuje się z każdą barwą.


Widoczne z daleka złoto i perełki – czy jest coś wspanialszego? Sądzę, że tego typu prostą kolię powinna posiadać każda z nas. To naszyjnik idealnie pasujący do klasycznych stylizacji – mała czarna od razu nabiera innego wyrazu.


Kolejną strojną biżuterią jest złoty łańcuszek i ciekawe kryształki układające się na kształt kwiatów. Coś wspaniałego! 


Jeżeli nie jesteście jednak przekonane do sporych rozmiarów naszyjników i nie przepadacie za nimi – jest dla Was inne, równie efektowne rozwiązanie. Delikatne połączenie trzech łańcuszków o różnej długości nie dosyć, że jest bardzo subtelne, fantastycznie sprawdza się przy wszelkiego rodzaju dekoltach. Gwarantuję Wam, iż jeśli raz założycie tego typu „mini-kolię”, ciężko będzie Wam się z nią następnie rozstać.

środa, 22 lipca 2015

REBELLIOUS GEEK

Witajcie! 
Tytuł poniższej notki dla niektórych z Was może się wydać bardzo jednoznaczny. Wielu może go zrozumieć takim jakim jest, jednak nic bardziej mylnego. Nie martwcie się nie jestem zbuntowanym dziwakiem, przynajmniej tak mi się wydaję – to tylko połączenie słów, które w przenośni ma odnosić się do dzisiejszej stylizacji ;)
Jak sami możecie zauważyć preferuję raczej stonowany, elegancki i dziewczęcy styl. W modzie, jak też całym swoim wizerunku cenię złotą zasadę „mniej znaczy więcej”. Prostota i skromność jest dla mnie kluczem do sukcesu, jednak kiedy tylko najdzie mnie ochota zmieniam swoje przyzwyczajenia o 180° i dzięki strojowi staję się zupełnie inną wersją siebie. Po to też właśnie jest moda, by bawić się nią za każdym razem w inny sposób! Oczywiście kierując się tą drogą powstała moja poniższa propozycja.
Dzisiejszy look to luźne, ale jakże charakterne połączenie. Poszarpane, dżinsowe rurki z dziurami to element, który ewidentnie jest centrum stylizacji. Jego oryginalność i ekstrawagancja sprawia, iż wyróżniamy się wśród innych przechodniów i skupiamy na sobie uwagę. Crop top z napisem GEEK oraz moje ulubione slip-on'y to idealne uzupełnienie – w niebanalny sposób spajają całość i tworzą młodzieżowo-nietuzinkowe trio. Dajcie proszę znać w komentarzach, czy taka wersja mnie również do Was przemawia! :D


bluzka - TUTAJ-LINK (dziękuję za każde kliknięcie!)
spodnie - TUTAJ-LINK (dziękuję za każde kliknięcie!)
buty - Labotti.pl

poniedziałek, 20 lipca 2015

MY FAVS: BABY BLUE AND STRIPES

Witajcie po weekendowej przerwie!
Pogoda wyjątkowo dopisała i w minione dni mogliśmy się nacieszyć sporą dawką słońca oraz ciepła – drobna poprawka: pisząc to mam na myśli w przewadze sobotę. Mam nadzieję, że każdy z Was to wykorzystał – zażył trochę świeżego powietrza, pozwolił skórze na wchłonięcie promieni słonecznych i regeneracje swoich przysłowiowych „akumulatorów”. Zaś z racji, iż tydzień sprzyja obowiązkom i pracy czas na publikację kolejnego wpisu :)
Dzisiaj, jak możecie wywnioskować po tytule notki, będzie o tym, co w modzie, a w szczególności w sezonie letnim lubię najbardziej: NIEBIESKI&PASKI. Myślę, że wzór pasów, które równie dobrze możemy nazwać marynarskimi nie tylko mnie kojarzy się z morzem i beztroskim klimatem wolności. To zdecydowanie jeden z wielu modowych symboli! Oczywiście jeżeli idziemy w odcienie niebieskiego inspirowane wakacyjnymi kąpieliskami, to nie może zabraknąć delikatnego, pudrowego baby blue. Mówcie i uważajcie co chcecie, ale je go  uwielbiam i moim zdaniem nie ma żadnego innego koloru, który tak pięknie komponuje się z teraźniejszą porą roku i upalną atmosferą! :) 
Do takiego zestawu obowiązkowo widziane są cieliste dodatki – czyli trend królujący już od kilku sezonów ;) W moim wypadku to: urokliwa listonoszka z malowniczą wyspą Santorini na czele oraz wysokie buty, które podkreślają to co warto eksponować w gorące dni, nogi. Dodatkowym akcentem niech będą Wasze włosy lub manicure – latem nie warto stawiać na ekstrawagancję w postaci makijażu, najlepiej postawić na „make-up, no make-up”, a podkreślić inne „części” jakimi obdarzyła nas natura ;)


bluzka - Sammy Dress
spódniczka - Allegro
torebka - PARFOIS
buty - TUTAJ-LINK

czwartek, 16 lipca 2015

"ANNABELLE MINERALS" | COSMETICS ESSENTIALS

Cześć Wszystkim!
Pamiętacie, jak jeszcze na starej wersji bloga obiecywałam Wam nie zapominać o urodowej sekcji i na tyle, na ile to możliwe rozwijać ją? Od dzisiaj zacznę wywiązywać się z tej obietnicy ;) Zapraszam do dalszej lektury, jestem pewna, że zadowoli ona przede wszystkim Panie, a w szczególności „kosmetykomaniaczki”.


Dla wielu z kobiet w makijażu liczy się delikatne i subtelne wykończenie, które mimo swojej lekkości wydobędzie wszystko, to co najpiękniejsze. „Naturalne piękno i zdrowa cera” to jedno z wielu haseł reklamowych firmy „Annabelle Minerals” (strona internetowa-LINK), ale to właśnie też to, co liczy się najbardziej i przy okazji brzmi bardzo obiecująco. Jako, że miałam okazję przetestować kilka produktów tej firmy, mogę Wam potwierdzić, iż wyżej wymienione słowa nie są jedynie obietnicą, a gwarancją.
Kosmetyki mineralne stały się moją miłością już po pierwszej aplikacji! Idealnie stapiają się ze skórą i są niezwykle komfortowe w noszeniu – w ciągu dnia dosłownie zapominamy o tym, że mamy „coś” na twarzy. Ponadto ich pigmentacja i poziom krycia są zaskakującą dobre! Do ich dodatkowych atutów należą również: zawartość ochrony UVA i UVB, brak testów przeprowadzanych na zwierzętach i 100% naturalny skład. Czego chcieć więcej? :) 


Warto wspomnieć o tym, że jeszcze nigdy wcześniej nie miałam styczności z tzw. „minerałami” - dopiero firma „Annabelle Minerals” to zmieniła :)) 
Produkty od których postanowiłam zacząć swoją przygodę i na które się zdecydowałam to: 

  • Matujący podkład w odcieniu Golden Fair - znajdziecie go TUTAJ
  • Wzornik korektorów, na który składają się trzy kolory (Light, Medium i Dark) - TU;
  • Róż w naturalnym odcieniu Nude - kupicie go TUTAJ;
  • Pędzel typu "Flat Top" oraz pędzel do różu - TU i TU;

Jak same już widzicie firma dba o to, by rzeczy cieszyły oko. Sypkie produkty zapakowane są w praktyczne, wytrzymałe i stylowe słoiczki. Natomiast pędzle kuszą swoją lakierowaną powłoką i srebrnym okuciem.


Mineralny podkład matujący to strzał w dziesiątkę! Sprawdzi się zarówno przy cerach normalnych, jak i tych bardziej problematycznych. Wbrew pozorom zapewnia nam bardzo dobre krycie, które w miarę potrzeb możemy dodatkowo stopniować, nie bojąc się uzyskania nienaturalnego efektu. Świetnie radzi sobie z wyrównaniem kolorytu. Nałożony na wcześniej nakremowaną skórę sprawia wrażenie jej jedwabistego wygładzenia i wyrównania. Byście mogły wyobrazić sobie, jak fantastyczny jest to produkt dodam, że możemy go porównać do kamuflażu zawartego w sypkim pudrze :)) Jego jedyną wadą, która rzuciła mi się w oczy jest słaby poziom matowienia. W przypadku mojej cery pudrowy efekt utrzymywał się jedynie przez kilka godzin – jednak może być to kwestia braku pudru, który utrwaliłby makijaż (aktualnie firma wprowadza takowe do stałej sprzedaży!). 


Kolejnym produktem są korektory – z racji, iż dobór odcienia wydawał się być wyjątkowo trudny postanowiłam na początek zdecydować się na zakup wzornika. Najlepszym dla mnie kolorem okazał się być ten pośredni (Medium) ;) Na samym wstępie muszę przyznać, że są to jedne z lepszych korektorów jakie dotychczas miałam okazje używać. Już niewielka ich ilość nałożona na pędzelek pozwala zakryć spore zasinienia. Dodatkowo nie ważą się one i nie zmieniają swojej barwy na skórze w ciągu dnia. Moim zdaniem nie można mieć im, nic do zarzucenia!


Mineralny róż z „Annabelle Minerals” o wspaniałym odcieniu Nude, to wielkie zaskoczenie. Dzięki swojej kremowej konsystencji zapewnia efekt trwałego rumieńca. Na policzku prezentuje się bardzo naturalnie, pod warunkiem, że będziemy uważać i nakładając nie przesadzimy z jego ilością – o co wcale nie trudno. Sądzę, że przypadnie on do gustu w szczególności dziewczynom preferującym matowe wykończenie wizażu, ponieważ właśnie tak prezentuje się na cerze :) 


Na sam koniec przedstawię Wam dwa niezastąpione pędzle. Flat top służący do nakładania podkładu oraz ścięty pędzel, którym należy aplikować róż, bądź bronzer. Oba są bardzo mocno zbite i wykonane z miękkiego, syntetycznego oraz sprężystego włosia. Dzięki dosyć grubym rączką bardzo dobrze leżą w dłoni – tak więc ich użytkowanie jest czystą przyjemnością! Idealnie rozprowadzają po skórze kosmetyk, nie tworząc niechcianych plam. Ich obsługa jest bardzo prosta, wygodna i przyjemna. Mogę śmiało polecić je osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z makijażem i poszukują sprawdzonych „aplikatorów”.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Myślę, że bez wyrzutów sumienia śmiało mogę Wam zarekomendować firmę Annabelle Minerals - w końcu to, iż polubiłam kosmetyki naturalne i teraz chętnie po nie sięgam jest właśnie jej zasługą :)

Mam nadzieję, że mój wpis dla wielu z Was okazał się być przydatny. W razie dodatkowych pytań pamiętajcie, że zawsze chętnie odpowiem w komentarzach!
Jestem bardzo ciekawa czy już wcześniej miałyście styczność z mineralnymi kosmetykami i firmą „Annabelle Minerals” – koniecznie napiszcie, czy podzielacie moją opinię! Jeżeli nie, zawsze możecie napisać, jak podchodzicie do tego typu kosmetyków ;) 

wtorek, 14 lipca 2015

ON BROWN BACKGROUND

Ostatni wpis przyniósł nie tylko reaktywację bloga, ale również sporo treści – i nie chodzi mi tutaj jedynie o sam tekst, ale również zdjęcia, których nie było brak. Dodatkowo i Wy postaraliście się i napełniliście moje serce ogromną dawką radości. Nie spodziewałam się, że na powitanie obdarzycie mnie aż pięćdziesięcioma siedmioma komentarzami, pełnymi tak miłych i ciepłych słów. Dziękuję za to – utwierdzacie mnie w przekonaniu, iż to co robię ma sens i raduje nie tylko mnie. Na moment wracając jeszcze do tego, co dostarczył poprzedni wpis, muszę wspomnieć o bardzo pomyślnych statystykach! Wynika z nich, iż nowa forma prowadzenia bloga przypadła Wam do gustu. Naturalnie, bardzo mnie to cieszy! :) Natomiast jako osoba ambitna oczekuję więcej takich sukcesów! :D
Dziś mam dla Was kolejną stylizację, ale nieco mniej spektakularną. Chętnie przekonam się, co sądzicie o moich modowych „zwyklach”. Ten jest idealnym rozwiązaniem na wieczorne grillowanie w gronie najbliższych – czyli okoliczność, która latem jest uwielbiana przez nas wszystkich. Dajcie znać, w razie gdybym się myliła ;) 

zdjęcia: Alicja Owczarek

bluzka - H&M
spodnie - Nicole Paris
buty - Labotti.pl
naszyjnik - AVON

niedziela, 12 lipca 2015

IT'S NEW TIME! | IT'S NEW ERA!

Witajcie moi Kochani!
Z samego początku chciałam podziękować wszystkim moim Czytelnikom, którzy z utęsknieniem czekali na nowe wpisy i wysyłali do mnie wiele motywujących wiadomości – jesteście niezastąpieni! Nie myślcie, że o Was zapomniałam, bo jak bym mogła zapomnieć o czymś, co aktualnie jest również częścią mnie, czyli moim blogu! Uwierzcie mi, że jest to naprawdę niemożliwe! :D
Dzisiaj powracam do Was z wielkim zapałem do działania, setkami pomysłów oraz pozytywną energią. Jak już zauważyliście wiele się zmieniło. Każdemu z nas w życiu są potrzebne zmiany. I ja postanowiłam się na takowe zdecydować, zmieniając kilka rzeczy w moim osobistym miejscu w sieci. Zaś te wszystkie przekształcenia dzieją się nie bez powodu, bo przez jedno ważne dla mnie wydarzenie. Mianowicie w końcu udało mi się spełnić jedno z moich największych marzeń! Jak część z Was się pewnie domyśla, było to zakupienie nowego, lepszego sprzętu fotograficznego – lustrzanki, czyli niezbędnika każdej blogerki! Dzięki temu teraz będę mogła tak, jak kiedyś dzielić się z Wami moimi stylizacjami i urywkami z życia, w jeszcze lepszej jakości. Kto prócz mnie, nie może się już tego doczekać? ;)
Na sam koniec wspomnę też o ogromnym przełomie w strukturze bloga. Usunęłam wszystkie z opublikowanych dotychczas wpisów, by z zupełnie czystą kartą rozpocząć nową przygodę. Przez ostatnie miesiące nauka nie pozwalała mi być z Wami często, dlatego też chciałam pożegnać te czasy, oczyszczając całe archiwum. Ale, ale! Nie ma się o co martwić, już wkrótce zasypię Was przełomową ilością nowych postów! Tym razem nie mam już zamiaru znikać na dłuższe okresy czasu, chcę i będę z Wami przez cały czas :)) Przecież zaczynamy NOWY CZAS, NOWĄ ERĘ! Kto jest jej gotów i kto jest jej ciekaw? :D 


sukienka - LINK-TUTAJ (będzie mi miło, jeśli klikniesz)
torebka - no name
buty - New Look via Zalando
biżuteria - AVON

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na sam koniec kilka podziękowań, bez których nie mogłoby się obyć:
Po pierwsze dziękuję wszystkim osobom, które są ze mną i przebrnęły przez cały ten post – mam nadzieję, że nie zawiodę Was i zostaniecie ze mną na dobre!
Po drugie niezwykle mocno dziękuję mojej niezastąpionej Mamie! To dzięki Tobie mogę dalej się realizować w swojej pasji, ponieważ to Ty znałaś moje marzenie o Nikonie i to właśnie dzięki Tobie stałam się jego szczęśliwą posiadaczką! Wspaniale, że Cię mam! :*
Po trzecie serdecznie dziękuję dziewczynie, która pomogła mi po raz drugi wystartować i przyczyniła się do zmian na moim blogu!  Magdaleno, jesteś niezwykła i nie wiem jakimi słowami mogę określić to, jak bardzo jestem Ci wdzięczna – nowy design mojego bloga jest nieziemski i nie wiem, co bym zrobiła gdyby nie Twoja pomocna dłoń :) Dziękuję również kilku moim Czytelnikom  – którzy cały czas wyczekiwali na nowości, słodzili mi w komentarzach i motywowali do działania. Genialnie, że jesteście, dziękuję Wam za to, na myśl o Was od razu chcę mi się blogować! :*

Tym sposobem dobrnęliśmy do „The End’u” (oczywiście niecałkowitego, a jedynie tego wpisu!). 
Trzymajcie się, do zobaczenia w kolejnym poście! :D