piątek, 14 lipca 2017

FRIDAY'S STYLING | #OOTD

Witajcie moi Drodzy!
Stało się! Nadszedł wyczekiwany przez mnie dzień, kiedy to wszystkie czynniki przychylnie sprzymierzyły się względem mnie i… publikuję nowy post. Wiecie co? W sekrecie mogę Wam zdradzić, że w taki przyjemny sposób mogłabym rozpoczynać każdy weekend :D
Szczerze mówiąc nie byłam pewna jaką odsłoną stylizacji się z Wami podzielę. Głównym czynnikiem warunkującym tę kwestię była pogoda, której przez ostatnie dni bliżej było do jesieni, niżeli lata. Moją niewielką ambicją było przedstawienie luźnego i niezobowiązującego stroju dnia, który perfekcyjnie wpisuje się w obecną aurę. Misja – spełniona! ;) Swobodny, miejski #ootd skonstruowany. Jak Wam się podoba? 

zdjęcia: Karolina Dzbanuszek

bluzka - ZARA
spodnie - Tally Weijl
torebka - PARFOIS
buty - DeeZee.pl

środa, 5 lipca 2017

BABY BLUE SHIRT WITH FLOUNCE

Bohaterką dzisiejszej stylizacji jest bluzka a'la hiszpanka, w której zakochałam się po pierwszej przymiarce! Materiał z jakiego została wykonana jest lekki i przewiewny za sprawą bawełnianej mieszanki w składzie, co rzutuje na komfort jej noszenia. Nie, to jednak jest dla mnie najważniejsze! Oczarowała mnie ona przede wszystkim swoją nietuzinkową prezentacją oraz połączeniem dwóch wiodących trendów. Większość z Was na pewno domyśla się, że chodzi mi o ozdobne falbany oraz wycięcia na ramionach. To te dwa elementy powodują, iż z pozoru codzienne ubranie nie jest nudne. 
Aby stworzyć zestaw zgodny z moimi upodobaniami postanowiłam, że całość musi być stonowaną bazą. Pozwoliło mi na to na wydobycie pełni ozdobności góry stroju, a także wyeksponowanie ramion. I tak oto ubrana mogę wybrać się na wakacyjne spotkanie :)

zdjęcia: Karolina Dzbanuszek

bluzka - TUTAJ-LINK (dziękuję bardzo za każde kliknięcie!)
spodnie - Bershka
torebka - CCC
buty - DeeZee.pl

niedziela, 2 lipca 2017

NEW IN #6 | COSMETICS AND JEWELRY

Cześć Wam!
Od ostatniego wpisu z serii „NEW IN” minął już ponad rok. Nie da się ukryć, że niechcący udało mi się konkretnie zaniedbać tę kwestię. Każdy błąd da się jednak naprawić! Zwracając zaś uwagę na fakt, iż na przełomie ostatnich kilku tygodni (a może nawet i miesięcy!) udało mi się zgromadzić garść intrygujących i wartych polecenia rzeczy – chciałabym zachęcić Was do lektury wpisu o moich „świeżych” kosmetykach oraz biżuterii. Kto ciekaw? ;) 

Mam nadzieję, że taka tematyka będzie dla Was idealna na zwieńczenie pierwszego, lipcowego weekendu! 
Miłego czytania! 


W piątej części postu z sekcji „NEW IN” (znajdziecie go TUTAJ), skupiłam się między innymi na etymologii, a dokładniej znaczeniu słowa kolekcjoner. Naturalnie, nie było to przypadkowe działanie z mojej strony – wykorzystałam taką formę, gdyż chciałam Wam się przyznać do jednej z moich największych słabości. Wielkiej miłości do gromadzenia pędzli w swojej kosmetyczce :D 
Po dłuższej przerwie od zakupów tych kosmetycznych akcesoriów, pozwoliłam sobie na drobny wyjątek, dzięki któremu stałam się szczęśliwą posiadaczką trio od „Real Techniques”. Ten z Was, kto uważnie mnie śledzi – wie, że jest to moja ulubiona marka. Co za tym idzie, kiedy tylko dowiedziałam się o istnieniu zestawu „Sculpting Set”… chciałam go mieć! 

ZESTAW PĘDZLI -> DOSTĘPNY TUTAJ-KLIK!

Włosie tych pędzli jest w mojej opinii idealnie wyprofilowane. Sprawia, że konturowanie twarzy staje się przyjemnością, z którą mam ochotę bawić się bez końca! Kolejnym atutem są ekskluzywnie prezentujące się metaliczne skuwki w odcieniu różu, a także samowystarczalność kompletu. 
Bez zastanowienia mogę stwierdzić, iż był to zakup, którego żałować nie mogę.


Liczne promocje pojawiające się w stacjonarnych drogeriach, pokusiły mnie o zakup podkładu, korektora oraz pudru – a więc podstawy każdego kobiecego makijażu. Mimo, że posiadam swoich sprawdzonych ulubieńców w tej kategorii, żądza przerosła zdrowy rozsądek! 
Aby krótko przedstawić Wam moje wrażenia związane z użytkowaniem tych produktów, przygotowałam niedługie recenzje na temat każdego z nich.

ZAKUPÓW DOKONAŁAM W STACJONARNEJ DROGERII "Rossmann" oraz "INGLOT".

  • „Maybelline, FIT me – Matte&Poreless”bardzo płynny fluid o naturalnym wykończeniu, nadający efekt soft focus. Skradł moje serce swoją matującą formułą, która przy okazji wyrównuje fakturę skóry. Osobiście uwielbiam używać go do zdjęć, ponieważ zachowuje się jak konkurencyjne kosmetyki wysokiej jakości.  
  • „INGLOT, Korektor pod oczy”niesamowicie lekki i nieobciążający delikatnej skóry, korektor o średnim stopniu krycia i matowym wykończeniu. Sprawdzi się jako codzienny kamuflaż zmęczenia wokół powiek lub rozjaśnienia strategicznych partii twarzy. W mojej opinii jego największym atutem jest obecność żółtego pigmentu, który działa neutralizująco w połączeniu z przebarwieniami cery
  • „WIBO, Banana Loose Powder”najkrócej ujmując: bezkonkurencyjny puder. Pozwala skorygować odcień skóry i nadaje jej zdrowego blasku. Moim zdaniem doskonale posłuży jako puder do: utrwalania korektora pod oczyma, konturowania twarzy jasnym odcieniem, czy też zastosowania tzw. metody „bakingu”. Co ważne, jest to produkt bardzo wydajny. 


Kolejne moje nabytki, to kolejna moja predylekcja :) Otóż w mojej makijażowej kolekcji, prócz nieprzyzwoitej liczby pędzli znajdziecie również sporo płynnych, matowych pomadek. Świat już jakiś czas temu oszalał na ich punkcie – ja zaś nie mogę się temu sprzeciwiać, bo ten trend trafia do mnie w całości! Zresztą nic nie nadaje takiego charakteru naszemu wizażowi, jak właśnie odpowiednio dobrany kolor na ustach. Sądzę, że większość z Was się ze mną zgodzi, prawda? 

Pomadkoholiczki, a może wielbicielki matowych ust, łączmy się! :D

W dzisiejszym wpisie mam przyjemność zaprezentować Wam „dzieci” dwóch amerykańskich marek – „Dose Of Colors” oraz „LASplash”. Obie firmy produkują w pełni matowe, trwałe, wodoodporne i wysoce napigmentowane pomadki. Warto także wspomnieć, iż ich wyroby nie są testowane na zwierzętach, a „Dose Of Colors” jest dystrybutorem 100% wegańskich kosmetyków.

SZMINKI -> DOSTĘPNE TU-KLIK!

  • „Dose Of Colors, Matte Liquid Lipstick”jedyne w swoim rodzaju szminki, które gwarantują estetyczny efekt trzymający się cały dzień. Charakteryzują się przede wszystkim zastygającą, ale przyjemną i nie wysuszającą ust formułą. A wśród konkurencji wyróżnia je to, iż absolutnie się nie transferują w czasie noszenia. Szczerze mówiąc, w przyszłości mam zamiar powiększać ich kolekcję! 
  • „LASplash, VelvetMATTE”trwałe i zastygające, jednak nie na cały dzień. Po jedzeniu zaczynają znikać z konturu ust, poczynając od ich wewnętrznej strony. Dodatkowo, osobiście czuję je na swoich wargach i niejednokrotnie potrafią się one odcisnąć (np. na szklance). Nie zostaną one moimi ulubionymi produktami do ust, ale wybaczam im to ze względu na świetną kolorystykę. 


Pewien czas temu przechodziłam ciężki okres #BadLashesDay. Wydawało mi się, że moim rzęsom nie jest w stanie pomóc nic. Patrzyłam w lusterko i dostrzegałam krótkie, rzadkie i cienkie włoski. Nakłoniło mnie to do przetestowania kilku tuszy do rzęs. Nim zapoznacie się z moją opinią na ich temat, chciałabym Wam przekazać, iż aktualnie akceptuje moje rzęsy i „żyje z nimi w zgodzie” – jedynie czasem zdarza się nam dzień z rzędu #BadMascaraDay ;)

ZAKUPÓW DOKONAŁAM STACJONARNIE W DROGERIACH: "Rossmann" i "Douglas".

  • „Max Factor, 2000 Calorie”z tym kosmetykiem łączy mnie szczególna więź, ponieważ był to pierwszy drogeryjny tusz, po który sięgnęłam kilka lat temu, zaczynając przygodę z makijażem. Cieszę się, że kupiłam go raz jeszcze. To mój HIT! Z żadną inną mascarą nie lubię się tak, jak z tą. Posiada ona gęstą szczoteczkę z tradycyjnymi włoskami, która już przy pierwszym pociągnięciu w zadowalającym stopniu wydłuża, rozdziela i pogrubia rzęsy. Ja nie oczekuję niczego więcej i jedna warstwa tego tuszu w pełni mnie satysfakcjonuje! :)
  • „COLLISTAR, Mascara Infinito”bardzo słynny i ceniony kosmetyk włoskiego producenta. Dla wielu bestseller, jeśli chodzi o tusze do rzęs. Moim zdaniem nieprzeciętny. Efekt jaki możemy nim uzyskać jest onieśmielający, ale jego największą wadą jest drobna silikonowa szczoteczka, nabierająca zbyt dużą ilość bardzo szybko zastygającego tuszu. Praca z tym kosmetykiem nie jest łatwa – wymaga wypracowania odpowiedniego sposobu użytkowania, co za tym idzie jest uciążliwa. Jednego dnia dzięki „Infinito” osiągam efekt wow, drugiego pajęczych nóżek. 
  • „Lancôme, Hypnôse Volume”na samym początku muszę Wam zdradzić, że w przypadku tego produktu, nazwa mówi sama za siebie. Kilka pociągnięć po rzęsach i spojrzenie staje się hipnotyzujące za sprawą perfekcyjnego wachlarza nad naszymi źrenicami. Duży wpływ na to, z pewnością ma klasyczna, bujna szczoteczka, która dociera do każdego włoska. Działanie tego tuszu mogę porównać do „Max Facotr’a”, ale: ten lepiej radzi sobie z podkręceniem rzęs i nabiera nieco więcej mascary. Jego aplikacja jest dla mnie bajką! :)


Na koniec zostawiłam najbardziej ujmującą nowość. Zestaw srebrnej biżuterii od „SOUFEEL” (sklep internetowy TUTAJ).

Bez dwóch zdań są to świecidełka niepodważalnej jakości, o czym świadczy próba srebra 925 – to dla mnie istotny fakt, gdyż chcę aby moje dodatki służyły mi przez długie lata. Skupiając się na naszyjniku i kolczykach, postanowiłam dobrać komplet z kształtem księżyca i gwiazdki, które wypełnione są cyrkoniami. Uważam, że takie subtelne ornamenty mają charakter ponadczasowy i mogą służyć nam zarówno na co dzień, jak i od okazji. W kwestii pierścionka również starałam się zachować biżuteryjny minimalizm. Zależało mi na ozdobie, które nie będzie się rzucać w oczy, a mimo to doda szyku i będzie zawierać szlachetne kamienie. 

BIŻUTERIA -> KUPISZ TUTAJ-KLIK!
** Decydując się na zakupy koniecznie skorzystajcie z RABATU, który dla Was mam! 
Kod SHS10 upoważnia Was do wykorzystania 10% zniżki od jakichkolwiek produktów! **

wtorek, 27 czerwca 2017

LIKE ANGELS

Dzisiaj po raz kolejny mam dla Was dawkę dziur! Tyle tylko, że w nieco subtelniejszym wydaniu. Być może oskarżycie mnie o jednostajność i modową bierność – ale wierzcie mi na słowo, iż bywa, że nawet blogerka modowa nie ma ochoty wychodzić poza schematy i trzyma się tego, w czym czuje się dobrze. Warto też w tym miejscu podkreślić, że nie równa się to lenistwu, ani brakowi chęci. Osobiście, bez względu na porę roku, świetnie odnajduję się w „niekompletnych” spodniach i odcieniach różu… stąd poniższy look :) 

Chciałabym też przeprosić Was za dzisiejsze zdjęcia, a dokładnie: za ich prezentację. Tym razem nie udało mi się dogadać z ustawieniami, czego skutkiem są niedoświetlone kadry. Biorąc zaś pod uwagę fakt, że do samej tej sesji podchodziłam aż 3 razy (tak, to prawda!) – chyba nie jest tak źle, co? 
Mam nadzieję, że całość przypadnie Wam do gustu i wybaczycie mi ten techniczny błąd :D

zdjęcia: Karolina Dzbanuszek

bluzka - BonPrix
sweter - TUTAJ-LINK
spodnie - DressLink 
torebka - TUTAJ-LINK (dziękuję bardzo za każde kliknięcie!)
buty - New Balance 

poniedziałek, 19 czerwca 2017

INSPIRATION BY STREET STYLE | A (LITTLE) BIT OF ME

Witajcie Kochani!
Nie do wiary, że ponad połowa czerwca jest już za nami! Ostatnio coraz częściej moją uwagę przykuwa refleksja dotycząca tego, jak prędko przemija mi czas. Nie mam pojęcia, czy to przywara funkcjonowania w XXI wieku, moja beznadziejna organizacja, czy może życie na „pełnych obrotach”. Jedno jest pewne – dwadzieścia cztery godziny to dla mnie zdecydowanie zbyt krótka doba. Zaś pierwsze kilka tygodni ówczesnego miesiąca nie zasługuje na miano moich dni ;) 
Na dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie, które dosyć trafnie obrazuje moje pełne sprzeczności usposobienie. Casualowy sweterek w klasyczne, granatowo-białe paski jako uniwersalna część garderoby, idealnie komponuje się z kontrowersyjną resztą. Nietuzinkowe spodnie (LINK-KLIK) o kroju „boyfriend jeans” charakteryzują się swobodnością, a złote szpilki (LINK-KLIK) szykiem i wyrafinowaniem. Bez dwóch zdań to modowy misz-masz, nie dla każdego. 

** UWAGA! Wyprzedzam Wasze pytania. Zdjęcia robione były na dniach i są doskonałym dowodem na to, jak nieregularnie przedstawia się pogoda w Polsce :P **
zdjęcia: Karolina Dzbanuszek

sweterek - VILA Clothes
spodnie - TUTAJ-LINK (dziękuję bardzo za każde kliknięcie!)
buty - Ryłko


Podoba Wam się moja dzisiejsza stylizacja? Co sądzicie o takim zestawieniu? 
Czy Waszym zdaniem stanowi ono odzwierciedlenie współczesnego street-style’u?

Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii i już oczekuję na komentarze :) Enjoy!

czwartek, 25 maja 2017

"Lancôme, La Vie Est Belle" | PERFUME REVIEW

Dzień dobry Wszystkim!
Na samym początku chciałabym nieco wytłumaczyć Wam moją ostatnią nieobecność. Czuję się winna Wam tego, gdyż spore grono, zauważyło, iż w minioną niedzielę, wbrew mojemu zwyczajowi – nie pojawiła się żadna nowa publikacja. W związku z czym, otrzymałam kilka przyjemnych wiadomości od Czytelników martwiących się o mój „blogerski los”. Kochani, dziękuję Wam za to! Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak ciepło na sercu mi było, kiedy musiałam zabrać się za odpowiadanie na Wasze komunikaty :D Cieszę się, że jesteście ze mną – wiedzcie, iż bez Was to miejsce nie miałoby sensu istnienia, a ja nie miałabym skąd czerpać motywacji do tworzenia! Tłumacząc zaś moją kilkunastodniową absencję, nie mam wiele do powiedzenia. Stanęłam przed jednym z powszechniejszych dylematów: „mało czasu, a multum obowiązków”… i jak (marnie) z tego wybrnęłam, to już sami się orientujecie ;)

I to by było na tyle tytułem wstępu! 

Mam nadzieję, że uda mi się Was zaskoczyć dzisiejszym wpisem, ponieważ będzie to coś, czego jeszcze w tym miejscu nie widzieliście. Treść niepowszednia, której raczej byście się nie spodziewali! A która liczę, że dobrze się przyjmie i zapoczątkuje tym samym nową serię na moim blogu.
Na myśli mam recenzję perfum. Od kilku lat interesuję się kosmetologią i wszelkimi urodowymi zagadnieniami. Z biegiem czasu ta pasja zaczęła rosnąć w siłę i zapoczątkowała rozwój nowego hobby, pochodnego do tej tematyki – zainteresowania perfumerią. Z racji zaś, że lubię dzielić się tym, co mnie zajmuje z innymi, skorzystam ze swoich praw i zaproszę Was na rzetelną recenzję wyjątkowego zapachu „Lancôme, La Vie Est Belle”

„La Vie Est Belle”, to wyrażenie zaczerpnięte z języka francuskiego, które w tłumaczeniu oznacza: życie jest piękne.
Hasłem przewodnim dla tego zapachu jest według producenta filozofia życia i szczęścia. 
  • Nuty głowy: czarna porzeczka, gruszka.
  • Nuty serca: irys, jaśmin, kwiat pomarańczy.
  • Nuty bazy: paczula, fasola tonka, wanilia, pralinka


W momencie, kiedy pierwszy raz natchnęłam się na te z pozoru niewinne i niczym nie wyróżniające się perfumy, doznałam olśnienia. Ich woń przeniosła mnie w inną rzeczywistość, ciesząc swoją niezwykle intensywną i zwracającą uwagę słodyczą. W tamtej chwili, po raz pierwszy udało mi się konkretnie określić mój zapachowy gust – skłaniający się ku perfumom o tzw. „bazie gourmand”. 
Z perspektywy czasu wiem, iż nie było to zwykłe zauroczenie. W zapachu rozkochałam się do tego stopnia, że na daną chwilę jest to mój absolutny pewniak! Spryskanie się tym aromatem wywołuje nie tylko euforię, ale też sprawia, że mój dzień już na samym początku staje się pogodniejszy. Otulona owocowo-kwiatową kombinacją czuję się niezależna, kobieca i intrygująca zarazem. Ba! Od razu przybywa mi wszelkich sił i chęci! Z tego też powodu, uważam, że w przypadku tych perfum filozofia producenta spełnia się w 100%. Są one skupione na idei piękna życia, oraz wolności inspirowanej radością i przyjemnością. W ciągu dnia godnie reprezentują swoją nosicielkę, dzięki nieustannej projekcji. Ich rozkwit na skórze jest na tyle dynamiczny, iż czujemy go godzinami. To zaś uczucie sprawia, że nabieram ochoty na więcej i czekam na to, czym dalej zaskoczy mnie mój perfum. Takie nuty nie są też obojętne dla otoczenia. Wręcz przeciwnie, zaczepiają je i na moment subtelnie otulają. 
To wszystko rzutuje zaś na moje niezwykle pozytywne odczucia związane z „Lancôme, La Vie Est Belle”. Jeżeli na co dzień jesteście ambitnymi i znającymi swoje cele kobietami, które w nienachalny sposób lubią się wyróżniać, a także otaczać oryginalnymi i nietuzinkowymi motywami – musicie poznać ten zapach! Oczarowujący sam w sobie i zmieniający koncepcję codzienności. Być może niekoniecznie przypadnie Wam do gustu, gdyż to swego rodzaju „ulepek”, ale na pewno długo będziecie o nim pamiętać.


Na koniec zaś pozostawiłam, coś dla tych Czytelników, którzy poszukają konkretów – a więc moją opinię zawartą w jednym zdaniu oraz zwięzłe i merytoryczne zestawienie + i -.

MOJA OPINIA: 
Jedyne w swoim rodzaju, czarujące i delikatnie adorujące, pozwalające poczuć niebanalną estetykę szczęścia! 

+ POZYTYWY:
  • nadzwyczajna woń, wyróżniająca się pośród innych perfum;
  • zaskakująca projekcja;
  • wysoka intensywność zapachu oraz jego trwałość;
  • tajemniczość, zmysłowość i kobiecość;
  • uniwersalność – „La Vie Est Belle” pachnie trafnie o każdej porze dnia i roku;

- NEGATYWY: 
Jako naczelnej fance zapachu, trudno odnaleźć mi jego jakąkolwiek negatywną cechę. Aby jednak recenzja zachowała swoją kompetentność, udało mi się wyszczególnić jeden istotny fakt, plasujący się na granicy „+/-” ;)
  • skrajność reakcji, które wywołują te perfumy – albo je pokochasz albo znienawidzisz; 


niedziela, 14 maja 2017

LITTLE POWDER DRESS

Witajcie moi Mili! Doczekaliśmy się! Nareszcie nastał maj jaki się lubi :) Pełen słońca, delikatnych podmuchów wiatru i stosunkowo wysokiej temperatury – nic, tylko celebrować tę przyjemną aurę poza czterema ścianami własnego lokum. Mam nadzieję, że podobnie jak ja, stęskniliście się za takimi warunkami i aktualnie czerpiecie z nich w pełni. Nie ukrywam, że jestem też ciekawa ilu z moich Czytelników ładowanych jest na tzw. „baterie słoneczne”. W sekrecie, przyznam się, iż mnie ta odnawialna energia służy w pełni! Co więcej, jest na tyle ujmująca, że ciężko skupić mi się na czymkolwiek innym ;)
A skoro już mowa o letniej pogodzie, to warto też zwrócić uwagę na fakt rozpoczynającego się sezonu „wielkich przyjęć”, takich jak chociażby wesela, czy komunie. Moją dzisiejszą stylizację dedykuję właśnie takim wyjątkowym okazjom. Skromna, odcinana w pasie sukienka, to wybór nieoczywisty. Wyróżnia się on przede wszystkim brakiem przepychu, rzutującym na prostą, ale jakże urokliwą formę. Łącząc ją ze statycznymi, czarnymi dodatkami zyskujemy szykowny i spójny strój. Taki, który będzie świetną propozycją, dla tych z Was, które cenią sobie prezentacjęale nie zależy im na zdobyciu pierwszego planu. Eleganckich Pań znających wartość swojej wewnętrznej kobiecości. 

zdjęcia: Karolina Dzbanuszek

sukienka - Sukienkowo.com
torebka - Dresslink.com
buty - Lasocki via CCC
naszyjnik - no name (prezent)

niedziela, 7 maja 2017

EMBROIDERED SHIRT | LOOK OF THE DAY WITH FOLKLORE ELEMENTS

Moda to błaha zabawa, którą każdy z nas dopasowuje pod swoje potrzeby. By iść z „duchem czasu”, a co za tym idzie być również tredny, nie potrzeba wcale ślepego podążania za wszelkimi nowymi tendencjami. Na tę kwestię zawsze staram się patrzeć trzeźwo i świadomie, tworząc w ten sposób obraz własnego stylu. 
W dzisiejszej stylizacji postawiłam na bestseller tego sezonu, czyli koszulę z haftowanymi, folklorystycznymi zdobieniami. Ta symboliczno-artystyczna dziedzina kultury, zachwyca sama sobie. W modzie zaś łączy tradycyjne i proste elementy z odrobiną nowoczesności – niepodważalnie to trend wprowadzający powiew świeżości. Mnie zauroczył przede wszystkim delikatnością i formą, która przyciąga zainteresowanie. Z racji zaś, iż pragnęłam, aby koszula stała się „meritum” całości, zdecydowałam się połączyć ją z białymi spodniami oraz zrezygnować z wszelkich dodatków. Co Wy na to? 


 Jak możecie zauważyć, moja koszula jest dosyć obszerna i ma charakter ubrania oversize, dlatego też za każdym razem może wyglądać inaczej :)
Mnie bardzo podoba się luźno i niestarannie przewiązana u dołu.

zdjęcia: Karolina Dzbanuszek

koszula - TUTAJ-LINK (dziękuję bardzo za każde kliknięcie!)
spodnie - Bershka
buty - TUTAJ-LINK

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na koniec zaś, w ramach współpracy z zagraniczną firmą SheIn, chciałabym przypomnieć Wam o nadchodzącym święcie naszych matek
Być może jesteście świetnie zorganizowani i nie umyka Waszej pamięci ta ważna data  jednakże mimo wszystko brak Wam pomysłu na wyjątkowy podarunek? Nic straconego. Przychodzę z pomocą! ;)

Osobiście sugeruję Wam wybór sukienki. Moja Mama to kobieta, która nieustannie je wybiera, dzięki czemu bez problemu można by uznać je, za jej znak rozpoznawczy. 
Nic w tym dziwnego, gdyż sukienka to symbol naszej płci – ponadczasowa część garderoby, która wyróżnia i dodaje uroku. 
Przyjrzyjcie się więc kilku propozycjom, które przedstawiam Wam poniżej!

środa, 3 maja 2017

CURTAIN BLOUSE


Na samym początku muszę się przyznać, że miałam inne plany co do prezentowanej w tym wpisie stylizacji. Moim zamierzeniem było przedstawienie kolejnego zestawu wyróżniającego się elegancją i sztampowością. Nie chciałam, jednak trzymać Was w jednej i tej samej płaszczyźnie, tym bardziej, że wiadomo mi, iż jesteście wielbicielami codziennych, ulicznych propozycji. Dlatego też dzisiaj coś w tej konwencji, coś niebanalnego – z jednej strony strojnego i dziewczęcego, a z drugiej swobodnego.
W roli głównej, jeden z moich ulubionych sweterków ubiegłego sezonu. Urzeka mnie on swoją ascetycznością, która w bezpretensjonalny sposób połączona jest z dekoracyjnością. Moim zdaniem, takiemu elementowi garderoby niewiele trzeba – albowiem w świecie mody uważa się, że „sam robi stylizację”. Przyznacie, że coś w tym jest? ;) Jeśli zaś nie jesteście co do tego przekonani, z chęcią posłużę się mocnym argumentem. Zwraca on uwagę każdego – nawet płci przeciwnej, która z zaintrygowaniem dopytuje o ozdobne zakończenia, nazywając je firankami. Z moich własnych spostrzeżeń wynika, że nie da się przejść obojętnie wobec tej ekstrawaganckiej i uroczej koronki.
Lubię się wyróżniać poprzez dobranie odpowiedniego stroju, jak na blogerkę modową przystało. Nie trudno się więc domyślić, iż w tym przypadku czuję się aż zanadto komfortowo – niezależnie od tego czy postawie na wersję w sportowej estetyce (jak dziś), czy też zupełnie na odwrót.

zdjęcia: Karolina Dzbanuszek

bluzka - no name
spodnie - SheIn
buty - New Balance

niedziela, 30 kwietnia 2017

WAY TO LOOK – OFFICIAL STYLE

Dzisiejszy wpis chciałabym rozpocząć wzmianką: tegoroczna „majówka” rozpoczęta! Nie wiem, jak Wy, jednakże ja wyczekiwałam jej poprzez regularne odliczane dni, które pomyślnie przemijały w mgnieniu oka. Domyślam się, iż większość z Was powielała mój schemat. I nie ma się czemu dziwić – każdy z nas lubi wszelkiego rodzaju wolne! :D Warto więc wykorzystać je w pełni, odpuszczając sobie niekonieczne prace i obowiązki… ale o tym, chyba przypominać Wam nie muszę.

Odnosząc się zaś do tematyki modowej – w dosyć spontanicznym stylu i pod wpływem impulsu, przygotowałam stylizację, której zamysł opiera się na przełamaniu pewnego dress code’u. Mianowicie, wyróżniającego się klasyką, prostotą, elegancją i kobiecością, ogólnie przyjętego „biurowego” zbioru zasad ubierania się. Szeregowe, a zarazem ponadczasowe połączenie czerni z bielą, wcale nie musi być aż tak szablonowe i przewidywalne! Wystarczy odrobiona kontrastu, czy też element różniący się swoim charakterem od reszty stroju. 
W mojej stylizacji wykorzystałam, zwracającą uwagę, kurtkę o pudełkowym kroju oraz bluzę z ozdobnym motywem maku – ubrania te sprawiły, iż całość nabrała przekornego i „innego” znaczenia. Aby, jednak mój look nie sprawiał wrażenia przekombinowanego, reszta części garderoby, to klasyczne składniki administracyjnego dress code’u, jak chociażby: duża aktówka, ołówkowa spódnica i wysokie szpilki. Mam nadzieję, że ta stylizacja pobudzi Waszą wyobraźnie, zmobilizuje do kreatywnego łączenia ubrań… oraz po prostu – przypadnie do gustu. 

Co więcej, jestem bardzo ciekawa Waszych opinii – proszę więc napiszcie co myślicie o nowoczesnym i niepokornym stosunku do obwiązujących zasad modowych! :) 


kurtka - MOHITO
bluza - ROMWE
spódnica - Stradivarius
torebka - Monnari
buty - VESUVIO

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na koniec życzę Wam słonecznej i leniwej „majówki”!
Trzymajcie się Kochani!