sobota, 29 lipca 2017

ROMANCE


Wakacje – moje wakacje od internetu oraz komputera zakończone! Lubię nowe doświadczenia, wyzwania i próby własnej woli, a przerwa od wirtualnej rzeczywistości była tego idealną konkretyzacją. Nie mogę jednak napisać, iż cały mój „urlop” był kierowany moją własną wolą. Traf sprawił, że z góry założone ustalenia uległy zmianie. Taka rotacja zupełnie nie była mi „na rękę” - zrozumiałam za to, że nie na wszystko mam wpływ i czasami warto odpuścić sobie złość na los. Bezsensowne i nic niewnoszące emocje. Uważam, iż każde zdarzenie wnosi coś do naszej egzystencji i właśnie tym klarownym (i jakże banalnym) przekazem chciałabym się z Wami podzielić. Być może Ameryki nie odkryłam, ale uwierzcie, iż drobne wskazówki służą zawsze i wszędzie :)

...a teraz odpuszczam sobie filozofowanie i zapraszam do zapoznania się z materiałem, który na dziś przygotowałam!

Spódnica (LINK), którą prezentuje, w tempie natychmiastowym została przeze mnie uznana za jedną z najpiękniejszych, w kategorii kiedykolwiek przeze mnie noszonych. Uwiodła mnie ona swoim szykownym krojem, nienachalnym printem oraz ponadczasową długością - taką, która jest przychylna wobec wszystkich figur i proporcji. Wszystkie te elementy pobudziły mojego wewnętrznego perfekcjonistę i wymusiły stworzenie look’u nienagannego. Takiego, który bez chwili zastanowienia potrafiłam sobie wyobrazić! Miał on charakteryzować się romantyzmem. Z tego też względu, asymetryczna bluzka z falbanką, posłużyła mi jako spokojne dopełnienie całokształtu. Zaś niecodzienny kompleks pałacowo-parkowy w Ostromecku za urodziwe tło. Proszę oceńcie, jak w Waszych oczach wypada dzisiejsza opcja ubioru!

zdjęcia: Karolina Dzbanuszek

bluzka - MOHITO
spódnica - TUTAJ-LINK (dziękuję bardzo za każde kliknięcie!)
buty - New Look

Czy w Waszej opinii moja stylizacja zgodnie z założeniem ma romantyczny charakter? 
Jak Wam się podoba?

Podzielcie się ze mną własnym zdaniem! Czekam na komentarze :) Enjoy!

piątek, 14 lipca 2017

FRIDAY'S STYLING | #OOTD

Witajcie moi Drodzy!
Stało się! Nadszedł wyczekiwany przez mnie dzień, kiedy to wszystkie czynniki przychylnie sprzymierzyły się względem mnie i… publikuję nowy post. Wiecie co? W sekrecie mogę Wam zdradzić, że w taki przyjemny sposób mogłabym rozpoczynać każdy weekend :D
Szczerze mówiąc nie byłam pewna jaką odsłoną stylizacji się z Wami podzielę. Głównym czynnikiem warunkującym tę kwestię była pogoda, której przez ostatnie dni bliżej było do jesieni, niżeli lata. Moją niewielką ambicją było przedstawienie luźnego i niezobowiązującego stroju dnia, który perfekcyjnie wpisuje się w obecną aurę. Misja – spełniona! ;) Swobodny, miejski #ootd skonstruowany. Jak Wam się podoba? 

zdjęcia: Karolina Dzbanuszek

bluzka - ZARA
spodnie - Tally Weijl
torebka - PARFOIS
buty - DeeZee.pl

środa, 5 lipca 2017

BABY BLUE SHIRT WITH FLOUNCE

Bohaterką dzisiejszej stylizacji jest bluzka a'la hiszpanka, w której zakochałam się po pierwszej przymiarce! Materiał z jakiego została wykonana jest lekki i przewiewny za sprawą bawełnianej mieszanki w składzie, co rzutuje na komfort jej noszenia. Nie, to jednak jest dla mnie najważniejsze! Oczarowała mnie ona przede wszystkim swoją nietuzinkową prezentacją oraz połączeniem dwóch wiodących trendów. Większość z Was na pewno domyśla się, że chodzi mi o ozdobne falbany oraz wycięcia na ramionach. To te dwa elementy powodują, iż z pozoru codzienne ubranie nie jest nudne. 
Aby stworzyć zestaw zgodny z moimi upodobaniami postanowiłam, że całość musi być stonowaną bazą. Pozwoliło mi na to na wydobycie pełni ozdobności góry stroju, a także wyeksponowanie ramion. I tak oto ubrana mogę wybrać się na wakacyjne spotkanie :)

zdjęcia: Karolina Dzbanuszek

bluzka - TUTAJ-LINK (dziękuję bardzo za każde kliknięcie!)
spodnie - Bershka
torebka - CCC
buty - DeeZee.pl

niedziela, 2 lipca 2017

NEW IN #6 | COSMETICS AND JEWELRY

Cześć Wam!
Od ostatniego wpisu z serii „NEW IN” minął już ponad rok. Nie da się ukryć, że niechcący udało mi się konkretnie zaniedbać tę kwestię. Każdy błąd da się jednak naprawić! Zwracając zaś uwagę na fakt, iż na przełomie ostatnich kilku tygodni (a może nawet i miesięcy!) udało mi się zgromadzić garść intrygujących i wartych polecenia rzeczy – chciałabym zachęcić Was do lektury wpisu o moich „świeżych” kosmetykach oraz biżuterii. Kto ciekaw? ;) 

Mam nadzieję, że taka tematyka będzie dla Was idealna na zwieńczenie pierwszego, lipcowego weekendu! 
Miłego czytania! 


W piątej części postu z sekcji „NEW IN” (znajdziecie go TUTAJ), skupiłam się między innymi na etymologii, a dokładniej znaczeniu słowa kolekcjoner. Naturalnie, nie było to przypadkowe działanie z mojej strony – wykorzystałam taką formę, gdyż chciałam Wam się przyznać do jednej z moich największych słabości. Wielkiej miłości do gromadzenia pędzli w swojej kosmetyczce :D 
Po dłuższej przerwie od zakupów tych kosmetycznych akcesoriów, pozwoliłam sobie na drobny wyjątek, dzięki któremu stałam się szczęśliwą posiadaczką trio od „Real Techniques”. Ten z Was, kto uważnie mnie śledzi – wie, że jest to moja ulubiona marka. Co za tym idzie, kiedy tylko dowiedziałam się o istnieniu zestawu „Sculpting Set”… chciałam go mieć! 

ZESTAW PĘDZLI -> DOSTĘPNY TUTAJ-KLIK!

Włosie tych pędzli jest w mojej opinii idealnie wyprofilowane. Sprawia, że konturowanie twarzy staje się przyjemnością, z którą mam ochotę bawić się bez końca! Kolejnym atutem są ekskluzywnie prezentujące się metaliczne skuwki w odcieniu różu, a także samowystarczalność kompletu. 
Bez zastanowienia mogę stwierdzić, iż był to zakup, którego żałować nie mogę.


Liczne promocje pojawiające się w stacjonarnych drogeriach, pokusiły mnie o zakup podkładu, korektora oraz pudru – a więc podstawy każdego kobiecego makijażu. Mimo, że posiadam swoich sprawdzonych ulubieńców w tej kategorii, żądza przerosła zdrowy rozsądek! 
Aby krótko przedstawić Wam moje wrażenia związane z użytkowaniem tych produktów, przygotowałam niedługie recenzje na temat każdego z nich.

ZAKUPÓW DOKONAŁAM W STACJONARNEJ DROGERII "Rossmann" oraz "INGLOT".

  • „Maybelline, FIT me – Matte&Poreless”bardzo płynny fluid o naturalnym wykończeniu, nadający efekt soft focus. Skradł moje serce swoją matującą formułą, która przy okazji wyrównuje fakturę skóry. Osobiście uwielbiam używać go do zdjęć, ponieważ zachowuje się jak konkurencyjne kosmetyki wysokiej jakości.  
  • „INGLOT, Korektor pod oczy”niesamowicie lekki i nieobciążający delikatnej skóry, korektor o średnim stopniu krycia i matowym wykończeniu. Sprawdzi się jako codzienny kamuflaż zmęczenia wokół powiek lub rozjaśnienia strategicznych partii twarzy. W mojej opinii jego największym atutem jest obecność żółtego pigmentu, który działa neutralizująco w połączeniu z przebarwieniami cery
  • „WIBO, Banana Loose Powder”najkrócej ujmując: bezkonkurencyjny puder. Pozwala skorygować odcień skóry i nadaje jej zdrowego blasku. Moim zdaniem doskonale posłuży jako puder do: utrwalania korektora pod oczyma, konturowania twarzy jasnym odcieniem, czy też zastosowania tzw. metody „bakingu”. Co ważne, jest to produkt bardzo wydajny. 


Kolejne moje nabytki, to kolejna moja predylekcja :) Otóż w mojej makijażowej kolekcji, prócz nieprzyzwoitej liczby pędzli znajdziecie również sporo płynnych, matowych pomadek. Świat już jakiś czas temu oszalał na ich punkcie – ja zaś nie mogę się temu sprzeciwiać, bo ten trend trafia do mnie w całości! Zresztą nic nie nadaje takiego charakteru naszemu wizażowi, jak właśnie odpowiednio dobrany kolor na ustach. Sądzę, że większość z Was się ze mną zgodzi, prawda? 

Pomadkoholiczki, a może wielbicielki matowych ust, łączmy się! :D

W dzisiejszym wpisie mam przyjemność zaprezentować Wam „dzieci” dwóch amerykańskich marek – „Dose Of Colors” oraz „LASplash”. Obie firmy produkują w pełni matowe, trwałe, wodoodporne i wysoce napigmentowane pomadki. Warto także wspomnieć, iż ich wyroby nie są testowane na zwierzętach, a „Dose Of Colors” jest dystrybutorem 100% wegańskich kosmetyków.

SZMINKI -> DOSTĘPNE TU-KLIK!

  • „Dose Of Colors, Matte Liquid Lipstick”jedyne w swoim rodzaju szminki, które gwarantują estetyczny efekt trzymający się cały dzień. Charakteryzują się przede wszystkim zastygającą, ale przyjemną i nie wysuszającą ust formułą. A wśród konkurencji wyróżnia je to, iż absolutnie się nie transferują w czasie noszenia. Szczerze mówiąc, w przyszłości mam zamiar powiększać ich kolekcję! 
  • „LASplash, VelvetMATTE”trwałe i zastygające, jednak nie na cały dzień. Po jedzeniu zaczynają znikać z konturu ust, poczynając od ich wewnętrznej strony. Dodatkowo, osobiście czuję je na swoich wargach i niejednokrotnie potrafią się one odcisnąć (np. na szklance). Nie zostaną one moimi ulubionymi produktami do ust, ale wybaczam im to ze względu na świetną kolorystykę. 


Pewien czas temu przechodziłam ciężki okres #BadLashesDay. Wydawało mi się, że moim rzęsom nie jest w stanie pomóc nic. Patrzyłam w lusterko i dostrzegałam krótkie, rzadkie i cienkie włoski. Nakłoniło mnie to do przetestowania kilku tuszy do rzęs. Nim zapoznacie się z moją opinią na ich temat, chciałabym Wam przekazać, iż aktualnie akceptuje moje rzęsy i „żyje z nimi w zgodzie” – jedynie czasem zdarza się nam dzień z rzędu #BadMascaraDay ;)

ZAKUPÓW DOKONAŁAM STACJONARNIE W DROGERIACH: "Rossmann" i "Douglas".

  • „Max Factor, 2000 Calorie”z tym kosmetykiem łączy mnie szczególna więź, ponieważ był to pierwszy drogeryjny tusz, po który sięgnęłam kilka lat temu, zaczynając przygodę z makijażem. Cieszę się, że kupiłam go raz jeszcze. To mój HIT! Z żadną inną mascarą nie lubię się tak, jak z tą. Posiada ona gęstą szczoteczkę z tradycyjnymi włoskami, która już przy pierwszym pociągnięciu w zadowalającym stopniu wydłuża, rozdziela i pogrubia rzęsy. Ja nie oczekuję niczego więcej i jedna warstwa tego tuszu w pełni mnie satysfakcjonuje! :)
  • „COLLISTAR, Mascara Infinito”bardzo słynny i ceniony kosmetyk włoskiego producenta. Dla wielu bestseller, jeśli chodzi o tusze do rzęs. Moim zdaniem nieprzeciętny. Efekt jaki możemy nim uzyskać jest onieśmielający, ale jego największą wadą jest drobna silikonowa szczoteczka, nabierająca zbyt dużą ilość bardzo szybko zastygającego tuszu. Praca z tym kosmetykiem nie jest łatwa – wymaga wypracowania odpowiedniego sposobu użytkowania, co za tym idzie jest uciążliwa. Jednego dnia dzięki „Infinito” osiągam efekt wow, drugiego pajęczych nóżek. 
  • „Lancôme, Hypnôse Volume”na samym początku muszę Wam zdradzić, że w przypadku tego produktu, nazwa mówi sama za siebie. Kilka pociągnięć po rzęsach i spojrzenie staje się hipnotyzujące za sprawą perfekcyjnego wachlarza nad naszymi źrenicami. Duży wpływ na to, z pewnością ma klasyczna, bujna szczoteczka, która dociera do każdego włoska. Działanie tego tuszu mogę porównać do „Max Facotr’a”, ale: ten lepiej radzi sobie z podkręceniem rzęs i nabiera nieco więcej mascary. Jego aplikacja jest dla mnie bajką! :)


Na koniec zostawiłam najbardziej ujmującą nowość. Zestaw srebrnej biżuterii od „SOUFEEL” (sklep internetowy TUTAJ).

Bez dwóch zdań są to świecidełka niepodważalnej jakości, o czym świadczy próba srebra 925 – to dla mnie istotny fakt, gdyż chcę aby moje dodatki służyły mi przez długie lata. Skupiając się na naszyjniku i kolczykach, postanowiłam dobrać komplet z kształtem księżyca i gwiazdki, które wypełnione są cyrkoniami. Uważam, że takie subtelne ornamenty mają charakter ponadczasowy i mogą służyć nam zarówno na co dzień, jak i od okazji. W kwestii pierścionka również starałam się zachować biżuteryjny minimalizm. Zależało mi na ozdobie, które nie będzie się rzucać w oczy, a mimo to doda szyku i będzie zawierać szlachetne kamienie. 

BIŻUTERIA -> KUPISZ TUTAJ-KLIK!
** Decydując się na zakupy koniecznie skorzystajcie z RABATU, który dla Was mam! 
Kod SHS10 upoważnia Was do wykorzystania 10% zniżki od jakichkolwiek produktów! **