poniedziałek, 21 sierpnia 2017

"Pierre René Professional" – GIANT REVIEW

Dzień dobry Wszystkim!
Przysłowiowe pięć minut dla sekcji modowej na moim blogu dobiegło końca. Odświeżając atmosferę „serwuję” wpis stricte kosmetyczny. Ostatnio jestem daleka od monotematyczności – nie macie się, jednak czego obawiać – jestem przeświadczona, iż to chwilowy stan. Zaś drobna odskocznia nie powinna nikomu z nas zaszkodzić.

My, kobiety, pomimo faktu ciągłego, a zarazem przesadnego skupiania się na niedociągnięciach naszej urody, potrafimy zauważyć także jej atuty. Żadna z nas nie powinna się tego wstydzić! Głoszone od lat: ideały nie istnieją jest rzeczywiste – ale czy przy okazji równoznaczne z nieszczęściem? Moim zdaniem nie! To właśnie indywidualność każdej jednostki poruszającej się po świecie i jej inność, czynią z nas jedynych w swoim rodzaju i pięknych. Nietypowe cechy wyglądu, które mogą przysparzać nam zmartwień, są naszą zaletą, dzięki której wyróżniamy się pośród innych i zwracamy na siebie uwagę. Warto o tym pamiętać, żyć w zgodzie z samym sobą i lubić się takimi jakimi jesteśmy! :)  
By było to nieco bardziej przystępne, niż się wydaje, wystarczy przedsięwziąć jeden krok. Otóż, jeśli tylko mamy ochotę – pozwólmy sobie na niewielkie wariactwo w postaci podkreślenia naszych walorów, a korygowania defektów. Na myśli mam oczywiście makijaż. Bagatelna czynność, a jednak dodająca każdej kobiecie pewności siebie. 

Naturalnie, nie bez powodu postanowiłam podzielić się z Wami moimi powyższymi przemyśleniami dotyczącymi urody. Tematem dzisiejszego tekstu jest recenzja znanych kosmetyków polskiej marki – a skoro tak, to warto nadmienić o kwestii nierozerwalnie z tym związanej ;)


EMPIRE OF MAKE UP, to jedno z haseł wykorzystywanych przez „Pierre René Professional”.
Rodzimą firmę z ponad 20 letnim stażem na rynku. 

W mojej opinii, wyróżniającą się przede wszystkim: 
  • kompletną linią kosmetyczną; 
  • prostym designem produktów; 
  • nieprzekombinowanymi składami – bezpiecznymi dla większość cer;

Musicie też wiedzieć, iż „Pierre René Professional” to marka względem, której żywię pewien sentyment w zamian za ich kultowy podkład „Skin Balance” – będący moim ulubieńcem podczas zeszłego sezonu jesienno-zimowego, a chwilami nawet i letniego. 


Jak wiecie, TAK jestem wygadana! Starałam się, jednak by recenzja nie należała do tych ciągnących się w nieskończoność – a przy ogromie informacji, jakie chciałam Wam przekazać, nie było to łatwe.

Tym razem postanowiłam roztropnie podejść do tematu i skrócić moje wywody do minimum, a skupić się na: prostym, rzeczowym i pilnym przekazie – mam nadzieję, że ułatwi Wam to zdobycie informacji dotyczących rzeczywiście interesujących Was kosmetyków. Przyjemnej lektury!


Pierre René, Bouncy Fluid Foundtion” – od producenta: podkład matujący o lekkiej, elastycznej konsystencji, która bardzo łatwo się rozprowadza i perfekcyjnie stapia ze skórą nadając jej świeży i naturalny wygląd.

Najnowsza propozycja fluidu zaskoczyła mnie swoją formułą – bardzo lekką, wilgotną i ciągnącą się. Moim zdaniem najbliżej jej do musu, który na przekór zasadzie, wyróżnia się swoją delikatną konsystencją.

MOJA OPINIA: Jego aplikacja wymaga pewnej wprawy, ponieważ kosmetyk nie od razu wtapia się w skórę. Co więcej, cienką, pojedynczą warstwą nie jesteśmy w stanie osiągnąć nic innego, aniżeli bardzo subtelne wyrównanie kolorytu cery – co za tym idzie, wymaga on nakładania „na raty”. Efekt jaki daje na mojej skórze jest bardzo naturalny, faktura skóry zdaje się być gładsza i emanuje zdrowym blaskiem. By produkt stał się matowy konieczne jest jego utrwalenie, które przy okazji pozytywnie wpłynie na jego dalsze utrzymywanie się w ciągu dnia. W przypadku cery mieszanej, przetłuszczającej się, podkład ładnie prezentuje się przez około 5 godzin. A zdecydowaną wadą jest oksydacja w kierunku różowych tonów (odcień, który posiadam: 02, Beige).
PODSUMOWANIE: Muszę przyznać, iż „Bouncy Fluid Foundtion” zupełnie mnie do siebie nie przekonał! Nakładając go czuję, jak marnotrawi się mój czas. A nosząc, boję o to, jak wygląda na mojej twarzy. Darując sobie wspominanie o jego okropnym, „przeistaczającym się” odcieniu!
Uważam, że nie jest to produkt matujący, a najbardziej zadowolone powinny być z niego posiadaczki bezproblemowych cer suchych.
MOJA OCENA: 2/5

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Pierre René, Fixing Loose Powder” – od producenta: korygujący puder bambusowo-bananowy,  służący do maskowania zaczerwienień oraz wyrównywania kolorytu skóry.

Na pierwszy rzut oka mogący wywołać nieco zniechęcającą reakcję poprzez swój kolor, który w opakowaniu wydaje być się dosyć ciemny. Nie zasługujący, jednak na to, by oceniać go „po okładce” – pozory potrafią zmylić! ;)

MOJA OPINIA: Drobno zmielony, aksamitny i bezzapachowy. Dodatkowo posiadający żółtawe zabarwienie, które perfekcyjnie ujednolica oraz kryje zaczerwienienia naszej cery. Po jego zastosowaniu nie występuje uczucie ściągnięcia, ani też nie stwarza się niepożądany efekt płaskiej, nazbyt zmatowionej twarzy. Trwałość i utrzymywanie się, dzięki zawartości ekstraktu z bambusa, cieszy przez długie godziny – utrwalając makijaż i powstrzymując „świecenie się” skóry.
PODSUMOWANIE: Puder jest doskonałą propozycją dla każdego, ponieważ spełnia wszelkie wymogi, jakim powinien sprostać tego typu kosmetyk.
W szczególności rekomenduje go posiadaczkom przetłuszczającego się typu skóry – to najlepsza drogeryjna opcja, z którą miałam okazję się zetknąć. Konkurencja zostaje w tyle!
MOJA OCENA: 5/5

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Pierre René, Beauty Sponge” – od producenta: TUTAJ-KLIK.

MOJA OPINIA: Nie ma nad czym się rozpisywać, użytkowanie gąbeczki od „Pierre René” jest czystą przyjemnością. Zaś poświadczeniem tych słów, może być to, iż na rzecz tego produktu już dawno nie sięgałam po pędzle do nakładania podkładu. Dokładna, szybka i równomierna aplikacja to główne synonimy dla tego kosmetycznego akcesorium, które pod względem swojej miękkości nie pozostawia żadnych wątpliwości.
PODSUMOWANIE: Bez dwóch zdań, Beauty Sponge” to nowe odkrycie w mojej kosmetyczce. Kiedyś nie wierzyłam, że oryginalny „Beauty Blender” ma sobie równych – okazało się jednak, że identyczną jakość i przyjemność użytkowania da się zdobyć także za niższą cenę.
MOJA OCENA: 5/5


„Pierre René, Brow Liner” – od producenta: TUTAJ-KLIK.

Odkąd pamiętam, kredki do brwi to kosmetyk, którego za wszelką cenę unikałam. Nie umiem wytłumaczyć Wam dlaczego, ale nie lubię się z tymi produktami – na ich miejsce wolę cienie lub płynne produkty do brwi, jak chociażby: żele koloryzujące, czy pomady. Kiedy zobaczyłam ową, przeszedł mnie dreszcz, a myśli krążyły wokół jednej: „co z tego będzie…”.
UWAGA! Muszę również napomnieć, że nie byłam w stanie stuprocentowo przetestować tego kosmetyku, ponieważ otrzymałam nietrafiony odcień – ciut za jasny i zdecydowanie zbyt ciepły.

MOJA OPINIA: W pierwszej kolejności chciałabym pochwalić optymalną twardość kredki. Przekłada się ona na prostotę użytkowania i różnorodne rezultaty, które możemy osiągnąć przy pomocy „Pierre René, Brow Liner”. Fajny jest także fakt obecności szczoteczki, na jednym z końców. Rozczarowuje jednakże: rysik kredki, zdecydowanie zbyt „tęgi” i konsystencja, zbyt sucha. Moim zdaniem, jeśli łuki brwiowe są rzadkie i cienkie, można zapomnieć o ich estetycznym podkreśleniu.  
PODSUMOWANIE: Nie ma wątpliwości co do tego, że kredka nie skradła mojego serca. Nadal będę „wrogo” nastawiona względem tej „kosmetycznej rodziny”. Mimo wszystko, osoby lubiące tego typu produkty i posiadające gęste brwi o pełnym kształcie – mogą być z niej zadowolone.
MOJA OCENA: 3/5

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Pierre René, Cover Gloss” – od producenta: TUTAJ-KLIK.

MOJA OPINIA: Luksusowo prezentujące się opakowanie sprawia, że natychmiastowo spodziewam się po danym kosmetyku nienaganności. Błyszczyk „Pierre René” nie tylko znakomicie się prezentuje, ale także ponadprzeciętnie się spisuje. Nie brak mu ani blasku, ani koloru – producent zasługuje na szczególne wyróżnienie w zamian za tę formułę. To kosmetyk, który przypomina mi te wysoko-półkowe – daleki jest od tandetnego, rozlewającego się prezentowania na ustach. Eksponuje się poprzez satynowe lśnienie i maksimum barwy. Jakby tego było mało – na ustach pozostaje prawie do końca dnia.
PODSUMOWANIE: WOW! Odnalazłam błyszczyk idealny! Trwały, nieposiadający brokatowych drobinek i nieszczególnie lepki.
Jestem pewna, że to kosmetyk dający radość użytkowania nie tylko wielbicielkom uwodzicielskiego blasku, ale także tym, które do tej pory nie do końca były względem niego przekonane. Najkrócej pisząc: błyszczyk w przystępnej cenie, dobry jakościowo – tylko „Pierre René, Cover Gloss” :)
MOJA OCENA: 5/5


PS. I widzicie? Obiecałam krótko, a jak zawsze mi NIE wyszło :D
Dziękuję tym, którzy wytrwali i zdobyli wiedzę, po którą się tutaj skierowali! 
Dziękuję również marce za możliwość bliższego zapoznania się z tak ciekawymi kosmetykami!

Przy okazji, co sądzicie o marce „Pierre René Professional”? 
Mieliście styczność, z którymś z recenzowanych przeze mnie produktów? 

59 komentarzy :

  1. No, no! Niesamowita, bardzo staranna i pełna rzetelnych informacji recenzja! Czytając Twoje wypowiedzi nie ma się już żadnych wątpliwości. Dziewczyno, Ty rozwiewasz je wszystkie!
    Wchodząc do Ciebie na taki wpis trzeba mieć chwilę czasu, nie da się inaczej- ale WOW, warto ją poświęcić :) Nie moja sprawa i nie chcę wyjść na wścibską, ale współpracujące z Tobą firmy wiedzą co robią.

    Ps. Nie miałam żadnego kosmetyku od Pierre Rene, ale po zapoznaniu z Twoją opinią muszę przyjrzeć się dokładnie tej marce. W szczególności zainteresował mnie puder, który wydaje być się ideałem :)
    A jakie właściwości ma chwalony na samym wstępie fluid "Skin Balance"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Martyno! Dziękuję Ci bardzo za tak obszerny komentarz ♥
      Uwielbiam takich Czytelników, jak Ty - będących równie zaangażowanymi w tę stronę, co i ja. Dodaje to naprawdę wiele chęci do dalszej pracy i sprostowania oczekiwaniom moich odbiorców.
      Niezwykle mi miło, że moje recenzje przypadają Ci do gustu :)

      "Skin Balance" to podkład wyróżniający się kryciem - absolutnie pełnym, niemającym sobie równych. A dodatkowo także wodoodpornością i zastygającą formułą.

      Usuń
  2. ja tam lubię Twoje wywody :D bardzo przyjemnie się je czyta :) a co do meritum- recenzja bardzo rzetelna ;) samą markę znam, ale nie miałam pojęcia, że mają puder bambusowo- bananowy :) zachęciłaś mnie do jego przetestowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ewelinko! Jak miło wiedzieć, że są tutaj osoby, które nie dość, że je czytają, to jeszcze je lubią :D

      Usuń
  3. Uwielbiam wpisy, które są dokładnie i przedstawiają działanie kosmetyków i rzetelną opinię. Niestety, ale nie znam tych kosmetyków- w sumie dopiero zaczynam poważną przygodę z kolorówką :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrycjo, w takim razie koniecznie przyjrzyj się ofercie "Pierre René Professional" - w mojej opinii, ich kosmetyki są idealne dla każdego, niezależnie od stopnia zaawansowania jego makijażowych umiejętności ;)

      Usuń
  4. Firmę znam, ale nie miałam żadnego kosmetyku chociaż kilka razy zastanawiałam się nad zakupem. Teraz jestem pewna, że chcę je mieć :) Zacznę od pudru :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Musy uwielbiam, jednak to nakładanie "na raty" prędzej czy później wyprowadziloby mnie pewnie z równowagi, bo ja raczej do mało cierpliwych należę :P hehe

    Ale błyszczyk to świetna sprawa, bo rzeczywiście ciężko znaleźć taki, który nie będzie z tandetnymi drobinkami i będzie dłuuugo się trzymał :)

    buziaki :*
    Daria

    OdpowiedzUsuń
  6. Makijaż to wg mnie rodzaj sztuki. Widzę na ulicach więcej kobiet robiących makijażowe pomyłki niż te które wykonują go poprawnie.Bardzo ciekawy post kochana, z tej firmy dawno nic nie miałam;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację! Makijaż jest odłamem sztuki, zaś jego praktyka z każdego ma szansę uczynić mistrza. Wystarczą chęci i doskonalenie własnych umiejętności.
      Oczywiście czasem warto również przyjąć i rozważyć konstruktywną krytykę :)

      Usuń
  7. Ja w sumie znam tylko cienie Pierre Rene, ale pamiętam, że swego czasu chciałam się skusić na podkład, bo tyle osób go chwaliło i przy okazji na puder :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kusi mnie ten puder bananowo-bambusowy! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeszcze nie miałam nic z tej firmy:) dobrze wiedzieć, że nie wszystko się sprawdza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystko, ale większość jest godna polecenia :)

      Usuń
  10. Ja od nich głównie lakiery mam, teraz mnie kusi spróbować hybryd 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, miałam już okazję próbować ich hybryd! Zdecydowanie dorównują wszystkim innym, czołowym markom znajdującym się aktualnie w sprzedaży.

      Usuń
  11. Jestem ciekawa tej gąbeczki. Na razie używam tej z Donegal, ale niedługo będzie już tak zmarnowana, że trzeba będzie wymienić ;) Może zainteresuję się tą z Pierre Rene ;) Podkład też mógłby być ciekawy, ale jak oksyduje to raczej się nim nie zainteresuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przyznam szczerze, że używałam niewielu produktów Pierre Renee, ale jakiś czas temu spróbowałam od mamy podkładu Skin Balance tej marki i byłam miło zaskoczona :)

    OdpowiedzUsuń
  13. fajny zestaw kosmetyków, a zdjęcia bajeczne- nie znam się za bardzo z Pierre Rene, dawno nie używałam produktów tej marki, nie jestem na bieżąco z nowościami w kolorówce

    OdpowiedzUsuń
  14. MEGA! Chyba jestem fanką Twoich recenzji :D
    Całość (tekst, zdjęcia) powala na kolana- pracowicie i na poważnie to robisz!

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetna recezja produktów :D Też chcę te kosmetyki <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Mam paru ulubiencow tej firmy:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Excellent post (as always)!Thank you very much :)

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja kredki do brwi bardzo lubię, choć ta mnie jakoś nie zachęca.

    OdpowiedzUsuń
  19. Dawno nie miałam nic tej firmy, kiedyś szukałam ich lakierów piaskowych jak były nowością na rynku ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie miałam styczności z tymi kosmetykami. Spodobały mi się za to Twoje zdjęcia- cotton balls'y w tle wyglądają cudownie. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Piękny odcień tej czerwieni :) Jesteś mistrzynią rzetelnych recenzji!

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetne recenzje, kosmetyki wyglądają całkiem fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. może i nie krótko, ale rzeczowo i profesjonalnie - świetnie napisana recenzja i szczerze muszę się bliżej przyjrzeć tej marce kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
  24. Szkoda, że podkład oksyduje :/ Często zerkałam na kosmetyki tej marki, ale wszystkie podkłady były dla mnie za ciemne :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie? A "Skin Balance" w najjaśniejszym odcieniu również sprawdzałaś?

      Usuń
  25. Ooo - wiele słyszałam o Pierre Rene. Super!
    To chyba coś dla mnie. Ciekawi mnie czy warto spróbować. Na pewno!
    Przepiękne cotton ballsy.
    Pozdrowionka cieplutkie :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Masz rację każda z nas jest wyjątkowa i zamiast walczyć z wadami powinnyśmy je docenić. Od dawna szukam jakiegoś dobrego pudru w przystępnej cenie. Ten mnie zainteresował. Co do kredek do brwi też za nimi nie przepadam.

    OdpowiedzUsuń
  27. Słyszałam wiele dobrego o tych produktach jednak sama nic nie miałam od nich

    OdpowiedzUsuń
  28. ja jakoś tej firmy niezbyt lubię w kolorówce:)

    OdpowiedzUsuń
  29. uwielbiam kosmetyki z prostymi składami !
    weronikastaron.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  30. Niedociągnięcia natury można potraktować jako pole do popisu dla Nas - uczyć się makijaży, sposobów na ukrycie defektów sylwetki, wszystko zależy od podejścia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest! Podejście jest niezwykle istotną kwestią, a prawidłowe (czytaj: pozytywne podejście) potrafi wszystko odmienić o 180° :)

      Usuń
  31. Great post! Photos are apsolutely amaizing! *-*
    Hope You'll click on links which are in my last post and if you want that we follow each other let me know :)
    http://beautyshapes3.blogspot.hr/

    OdpowiedzUsuń
  32. Lubię polskie kosmetyki, z tą marką miałam świetne wspomnienia :D
    Mój blog - KLIK

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja bardzo lubię ich podkład oraz cienie do oczu :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Uwielbiam twoje zdjęcia:):*

    OdpowiedzUsuń
  35. Kochana, przede wszystkim chciałabym podziękować za tak piękne i miłe słowa u mnie :* Bardzo to doceniam :* Kochana co do kosmetyków to firma jest mi nieznana, ale to dlatego że zagranicą cieżko o Polskie kosmetyki :( Zwykle dowiaduję sie o Polskich Markach na blogach. A ponieważ niedługo jade do Polski zapamiętam tą Markę, Dziękuję Kochana ❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  36. Dawno nie miałem nic z tej marki

    OdpowiedzUsuń
  37. Zastanawiałam się nad tą gąbeczką do wcierania podkładu, ale się jeszcze nie zdecydowałam :)

    PurpurowyKsiezyc

    OdpowiedzUsuń
  38. Nie miałam :) Ale chętnie kiedyś poznam :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie miałam jeszcze żadnego produktu z tej firmy, ale te przedstawione przez Ciebie bardzo mnie zainteresowały. Jak będę miała okazję to z wielką chęcią wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  40. no, niestety, do krótkich ta Twoja recenzja nie należ ;) a kosmetyki? ... przyjemne ;)

    OdpowiedzUsuń
  41. Mam kilka ich kosmetyków i sobie chwalę :).

    OdpowiedzUsuń
  42. Pierwszy raz się spotykam z tą firmą. ;)

    clemeent.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  43. O jaesem bardzo ciekawa tego pudry będę musiała go zakupić

    OdpowiedzUsuń
  44. Nie miałam jeszcze nic z tej firmy. Mnie kusza te gąbeczki, bo szukam idealnych, ktre pomogłyby mi w przyjemnej aplikacji podkładu :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Same cudeńka! do tej pory miałam okazję testować tylko jeden ich produkt, który przypadł mi do gustu :)
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  46. Nie mam zbyt dużego doświadczenia jeśli chodzi o Pierre Rene. Dostałam kilka kosmetyków na Meet Beauty ale niekoniecznie pasują mi kolorystycznie i nie wiem czy je wykorzystam. Za to mam podkład Advanced Lift UP, który bardzo sobie chwalę.

    OdpowiedzUsuń
  47. Lubie sposób w jaki piszesz, taki "chłopski" - i wcale nie jest to zły sposób, wręcz przeciwnie :) Bo mimo poważnego tematu, potrafisz przyciągnąć czytelnika - a wpisy czyta się naprawdę mega mega szybko z ogromną ciekawością ♥ To raz, dwa - produktów nie miałam, ale widzę, że powinnam je dawno mieć.
    Ogólnie jestem zdania, że zbyt dużo kosmetyków na ciele, to też źle.. ale lekkie podkreślenie kształtów, rysów - a przede wszystkim 'rozświetlenia" buzi to dobry sposób aby dana osoba poczuła się naprawdę dobrze w swoim ciele :) Mało tego, jeżeli ktoś chce coś w sobie ukryć to zawsze dzięki makijażowi może to zrobić, bez zbędnych operacji plastycznych ☺

    OdpowiedzUsuń

** Dziękuję za każdy komentarz! :) **